Jedna wspólna tablica
Jedno zadanie, jeden termin, jeden wydatek, jedna rozmowa - w jednym miejscu. Koniec z wiadomościami, screenshotami i „mówiłam ci". Oboje widzicie ten sam stan, nic nie ginie w SMS-ach.

Ustalenia, terminy i wydatki w jednym miejscu. Zmieniasz termin raz, a drugi rodzic od razu widzi nową wersję. Mniej pilnowania, spokojniejsza głowa.

To nie wielkie sprawy sądowe - to setki drobiazgów, które co tydzień spadają między dwa domy.

Dziecko zostaje kurierem między domami. Nosi informacje, prośby o pieniądze, czasem pretensje. To niewidzialny ciężar, który dorośli mogą z niego zdjąć.
Sobota, 13:00, trening się skończył. Każde z Was miało w głowie inny grafik. Dziecko czeka przy bramce i uczy się, że na dorosłych nie można liczyć.
Niedopowiedziane rozliczenia wracają w najgorszych momentach - przy przekazaniu, w drzwiach, przy podniesionym głosie. Dziecko słyszy więcej, niż myślicie.
Informacje trafiają do jednego rodzica, drugi dowiaduje się po fakcie. Z poczucia pominięcia rodzi się konflikt, którego nikt nie planował.
Potrzeby dziecka powinny znaleźć się w centrum uwagi rozstających się rodziców.Bezpłatny poradnik: standardyrozstania.pl · kopd.pl
„Tata nie jest gorszym rodzicem, a dziecko nie jest towarem."Marcin Nowak, Stowarzyszenie Dzielny Tata
W poniedziałek Tomek pisze na Messengerze, że dentysta Kuby jest we wtorek o 16:30. We wtorek rano gabinet przekłada wizytę na czwartek. Ania poprawia swój kalendarz i pisze do Tomka w tym samym wątku, ale on zagląda tam dopiero wieczorem. W czwartek o 16:30 Kuba czeka w szatni, a nikt po niego nie jedzie. W sobotę, przy przekazaniu, pada „Przecież pisałam!” i „Nie widziałem!”. Kuba stoi obok z plecakiem i słyszy wszystko.
Termin w wątku na Messengerze. Tomek pisze, że dentysta Kuby jest we wtorek o 16:30. Wiadomość ląduje pod zdjęciami z wycieczki.
Wizyta przesunięta. Ania poprawia swój kalendarz i pisze w tym samym wątku. Tomek nie zagląda tam do wieczora.
Dwa różne kalendarze. Tomek ma stary termin, Ania nowy. O 16:30 Kuba czeka w szatni.
Kłótnia przy Kubie. „Przecież pisałam!” „Nie widziałem!” Kuba stoi obok z plecakiem i słyszy wszystko.

Dentysta to jedna karteczka na wspólnej tablicy. Ania zmienia godzinę, a Tomek od razu widzi nową wersję u siebie. Klika «Ja to zrobię» i dostaje przypomnienie przed wizytą.
Spokojna głowa. Dziecko nie musi niczego przekazywać.
Możecie się różnić we wszystkim, ale oboje chcecie, żeby Wasze dziecko było bezpieczne i spokojne. Do-Do porządkuje to, co najczęściej psuje spokój: ustalenia, terminy i pieniądze.
Funkcje, które działają teraz.
Jedno zadanie, jeden termin, jeden wydatek, jedna rozmowa - w jednym miejscu. Koniec z wiadomościami, screenshotami i „mówiłam ci". Oboje widzicie ten sam stan, nic nie ginie w SMS-ach.

Każda sprawa z datą jest w kalendarzu Do-Do u Was obojga. Jeśli połączysz Kalendarz Google, Twoje sprawy pojawią się też tam. Zmiana jest od razu widoczna u obojga.

Zdjęcie paragonu, kwota, podział. Drugi rodzic widzi, zatwierdza i oddaje swoją część przelewem lub BLIK-iem. Oboje widzicie, co opłacone. Saldo na bieżąco, historia zawsze dostępna dla obojga.

Gotowe wzorce naprzemiennej opieki - 7-7, 2-2-3, 5-2 - albo ułóż własny układ dzień po dniu. Oboje widzicie ten sam harmonogram, w swoich kolorach. Wakacje i ferie żyją w osobnym kalendarzu - widoczne na wierzchu harmonogramu, nie zamiast niego. Zmiana planu? Wyślij wniosek do zatwierdzenia przez drugiego rodzica. Bez SMS-ów, bez nieporozumień, z historią decyzji zapisaną po obu stronach.

Tydzień się zmienia - nie musisz poprawiać każdej sprawy osobno. Przesuń tydzień opieki jednym tapnięciem. Wszystkie powiązane sprawy przesuwają się automatycznie. Google Calendar też. Drugi rodzic dostaje powiadomienie.
Każda karta ma dziennik: kto, kiedy i co zmienił, razem z poprzednią treścią. Zapisuje go serwer, nie telefon, więc nikt nie poprawi go po cichu. Wiadomości nie da się edytować ani usunąć. Usunięta karta znika z tablicy, ale zostaje w zapisie z informacją, kto i kiedy ją usunął. Całość pobierzesz jako datowany PDF, gotowy do sądu lub mediacji.
Przypomnienia trafiają do rodzica przypisanego do sprawy. Cisza nocna przestrzegana automatycznie. Synchronizacja w czasie rzeczywistym - zmiana widoczna natychmiast u obojga rodziców.
Jedna subskrypcja obejmuje oboje rodziców, 35 zł miesięcznie. Do działania wystarczy e-mail i imię. Nie pytamy o nazwisko, adres, PESEL ani dokumenty, a zamiast prawdziwych imion możecie wpisać pseudonimy. Wszystko jest na serwerach w Unii Europejskiej (Frankfurt).
Rodzice po rozstaniu powierzają nam sprawy dziecka. Dlatego zbieramy tylko to, bez czego aplikacja nie zadziała.
Do działania wystarczy e-mail i imię. Nie pytamy o nazwisko, adres, PESEL ani dokumenty. Możecie używać pseudonimów.
Serwery we Frankfurcie (Niemcy). Dane podlegają RODO: możecie je pobrać, poprawić i usunąć.
Nie sprzedajemy danych i nie pokazujemy reklam. Korzystamy tylko z dostawców potrzebnych do działania aplikacji, ich listę znajdziesz w Polityce prywatności.
Każda tablica to osobna przestrzeń. Widzicie ją tylko Wy dwoje.
Najtrudniejszy moment to zaproszenie drugiego rodzica. Dlatego zrobiliśmy go najprostszym.
Dodajesz dziecko, harmonogram opieki i pierwsze sprawy. Mniej niż 3 minuty - od razu widać, co ogarnięte, a co do ustalenia.
Jedno zaproszenie e-mail. Bez oskarżeń, bez negocjacji, bez karty płatniczej. Drugi rodzic dołącza bezpłatnie.
Tablica, harmonogram, wydatki - jedna wersja rzeczywistości. Dziecko przestaje być posłańcem.
„Jeśli chociaż jedna osoba skorzysta z naszej pomocy, to warto to robić."Dominika Hapek, prezeska Fundacji Sama Mama
Do-Do to aplikacja PWA - działa w przeglądarce na każdym urządzeniu. Zainstaluj jak natywną aplikację, korzystaj wszędzie.
Zainstaluj jako aplikację z przeglądarki

Pełny widok w każdej przeglądarce

Inaczej niż w aplikacjach zagranicznych - subskrypcja obejmuje oboje rodziców. Bo dziecko ma dwoje rodziców, a nie dwóch klientów.
Dla porównania: Librus kosztuje ok. 35 zł/mies. i ogarnia tylko szkołę. Godzina u prawnika rodzinnego to 300-500 zł - jedna kłótnia, do której nie doszło, spłaca rok Do-Do. A spokój dziecka nie ma ceny.
To najczęstsza obawa. Dlatego zaproszenie jest maksymalnie proste i neutralne - drugi rodzic dostaje e-mail z gotową tablicą i nigdy nie musi nic płacić. A jeśli zaczniecie w pojedynkę - tablica i tak porządkuje Twoją połowę spraw.
Messenger, kalendarz i Excel nie są ze sobą połączone. Gdy termin się zmienia, poprawiasz go ręcznie w trzech miejscach i liczysz, że drugi rodzic zauważy. W Do-Do każda sprawa to jedna wspólna karteczka z terminem, kosztem i rozmową. Zmiana jest od razu widoczna u Was obojga, także w Kalendarzu Google, jeśli go połączycie. Wszystko jest zapisane na serwerach w UE, a nie w telefonie, więc nic nie ginie. Dziecko nie musi niczego przekazywać.
Tak. Do-Do jest dla każdych dwojga rodziców prowadzących dziecko w dwóch domach - po rozwodzie, po rozstaniu, bez ślubu. Nie pytamy o status, pytamy o harmonogram.
Tablicę widzicie tylko Wy dwoje. Dane są na serwerach w Unii Europejskiej, zgodnie z RODO. Nie sprzedajemy ich i nie pokazujemy reklam.
Polecamy bezpłatny poradnik „Standardy pomocy dziecku w sytuacji rozstania rodziców" (standardyrozstania.pl), wsparcie Fundacji Sama Mama (fundacja.sama-mama.pl) i Stowarzyszenia Dzielny Tata (dzielnytata.pl).
Skonfiguruj tablicę w 3 minuty i wyślij jedno zaproszenie. Od pierwszego dnia dziecko nie musi niczego przekazywać.
Bez karty. Drugi rodzic dołącza bezpłatnie.